Przychodzi taki czas, kiedy na zadane pytanie "po co" dojrzewa odpowiedź. I wtedy jest najtrudniej, bo trzeba coś zmienić. A jeszcze kilka dni temu w ogóle o tym nie myślałam... Ale czuję, że muszę.
Dziękuję za Waszą obecność, za każde dobre słowo. Oszczędziliście mnie bo nigdy nie przeczytałam, że piszę totalne bzdury, a bywało i tak ;-) Dziękuję za wszystko... Nie żegnam się zupełnie, bo wrócę, choć trudno mi przewidzieć kiedy...
Do zobaczenia...... ! :-)
* * * * *
Mam prośbę małą. Tak przy okazji. W szkole mamy chorego ucznia. Gimnazjum. Zdawać by się mogło, że całe życie przed nim. W lipcu zdiagnozowano u niego raka mózgu. Nieoperowalny. Umiera. Miał już kilka zabiegów za sobą. Stan ciężki, poważny. Rodzice tracą nadzieję... Mała prośba dla tych, którym nie sprawi to kłopotu - westchnijcie zdrowaśkę za tago młodego chłopaka. O cud, albo chociaż o śmierć spokojną...
Przyznam, że ta historia zwaliła mnie z nóg. Jakie kruche jest życie człowieka. A my tak często odkładamy wszystkie ważne sprawy na później, że niby zdążymy powiedzieć: "kocham", "dziękuję", "przepraszam"... że zdążymy się zdecydować, dorosnąć, nawrócić...